- Witaj Hermiono! Czemu do nas nie przyjechałaś? - Ronald mnie przytulił. Po czym poszedł Harry, który także mnie uścisnął.
- Cześć młoda - przywitał się George, a jego brat Fred przyjacielsko się uśmiechnął.
- Hermiono Granger! Jak mogłaś mnie zostawić na całe wakacje z samymi chłopakami?! - za bliźniaków wypadła Ginny, która przytulając mnie prawie mnie udusiła.
- Mój tata miał problemy zdrowotne i razem z mamą mu pomagałyśmy. Przepraszam was - uśmiechnęłam się przepraszająco. Pani Weasley właśnie do nas podbiegła.
-Oh dzień dobry Hermiono! Jak cudownie, że jesteś! A teraz wszyscy do pociągu bo się spóźnicie! - machnęła na nas, a my razem z kuframi podążyliśmy po pociągowym korytarzu. Znaleźliśmy wolny przedział i rozsiedliśmy się na siedzeniach. Bliźniacy pomogli wnieść mój kufer na górę i zapadła cisza.
- Ciekawe co w tym roku Snape odwali - mruknął Ron, patrząc raz na mnie raz na Harrego. Nie odzywaliśmy się każdy zagłębiając się w swoich myślach...
Siedziałam na czerwonej huśtawce. Było dobrze po dwudziestej, a mi nie chciało się wracać do domu. Rozejrzałam się po opustoszałym placu zabaw.
- Cześć Hermi - nagle usłyszałam głos jakiegoś chłopaka. Ze strachu zleciałam z huśtawki.
- Andrew idioto! Nie mogłeś się jakoś pokazać wcześniej! - spojrzałam z pogardą na przyjaciela. Znałam go od kiedy skończyłam sześć lat. Chodziliśmy razem do podstawówki dopóki nie dostałam listu z Hogwartu.
- Musisz wyjeżdżać? Tasha urządza impreze na nowy rok szkolny. Będzie Eric, Kyle, Nico, Emily, Brittany, Leo. - spojrzał na mnie błagająco.
- Wiesz, że muszę - mruknęłam spuszczając wzrok. Nagle chłopak zesztywniał i zapatrzył się w coś za mną. Odwróciłam się gwałtownie, ale nie zauważyłam nic niepokojącego. Chłopak też się rozluźnił.
- Co ci się stało? - zapytałam lekko zdziwiona.
- Eee... Nic! Chodź może cię odprowadze. - po czym wstał wziął mnie za ręke i pociągnął do mojego domu. Gdy staliśmy już kilka metrów od niego Andrew mnie zatrzymał i obrócił do siebie.
- Nie powinnaś wyjeżdżać do tej szkoły - szepnął podenerwowany.
- Dlaczego? - podejrzliwie spojrzałam na chłopaka, który pokręcił smutno głową.
- Idź już. I pamiętaj uważaj na siebie. - i ruszył w kierunku swojego domu...
To wspomnienie wywołało u mnie ciarki. Dlaczego tak dziwnie się zachowywał, dlaczego mnie powstrzymywał i czemu nie widziałam go od tamtego czasu chociaż mieszkaliśmy trzy domy od siebie.
- Hermiona! - krzyknęła Ginny. Rozejrzałam się po przedziale, wszyscy gapili się na mnie jakby czegoś oczekiwali.
- Mówiłam, że mama porozumiewała się z McGonagall i pozwoliła być nam razem w dormitorium. -mruknęła Weasley'ówna.
- To świetnie Gin! - uśmiechnęłam się od ucha do ucha, ale zaraz ten uśmiech zbladł bo do naszego przedziału wszedł Draco Malfoy i Blaise Zabini we własnej osobie.
- Oo Weasley nowa szata? Ile twoi rodzice głodowali żeby móc ci to kupić? - przywitał się Malfoy. Wstałam i zmierzyłam go pełnym wyższości wzrokiem. On też na mnie popatrzył, ale nie było w tym ani krzty nienawiści. Patrzył na mnie zdziwiony.
- Granger?!
- Zdziwiony fretko? A teraz zmiataj do swojego przedziału bo jako Prefekt nie będe tolerowała poniżania moich przyjaciół. - warknęłam. Dracon jakby się obudził i prychnął z pogardą po czym machnął na Zabiniego i odeszli.
- Nienawidzę gnojka - mruknęłam opadając na fotel obok Freda. Rudy spojrzał na mnie rozbawiony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz